Najbardziej osobista historia na tym blogu. Dlaczego napisałam pierwszą książkę?

„Ale arbuz!” powstał w najgorszym momencie mojego życia. I chociaż to bardzo trudny dla mnie tekst, to postanowiłam go napisać, by udowodnić, że w każdym z nas jest więcej siły niż nam się wydaje.

O tym, że kiedyś napiszę książkę wiedziałam już, kiedy odłożyłam na półkę pierwszą przeczytaną przeze mnie bajkę. Był to „Mój brat niedźwiedź”, a już kilka dni później, idąc tym zwierzęcym tropem, stworzyłam swoje pierwsze opowiadanie o królikach, które brały udział w konkursie na najlepszy latawiec.

Po królikach było wiele innych opowiadań, również takich napisanych w ramach zajęć z języka polskiego. Ale tych akurat pisać nie lubiłam, bo ograniczał mnie czas i ilość miejsca, a przecież ja zawsze miałam tyyyle pomysłów! Co ciekawe, dawniej w moich opowiadaniach przejawiał się motyw śmierci lub zbrodni na tyle często, że kiedy czytałam je rodzicom, od razu pytali, kto tym razem umrze. Na szczęście ta tendencja mi minęła i moi bohaterowie nie muszą już tak bardzo obawiać się o swoje życie. Za to w moim życiu nadszedł moment, kiedy to moi rodzice zaczęli się obawiać o moją kondycję psychiczną. I właśnie wtedy zaczął powstawać „Arbuz”… Zapraszam więc na najbardziej osobistą historię na tym blogu.

Wracaj do siebie

Pochodzę z niedużej wioski. Pierwszą klasę gimnazjum, jak każdy rówieśnik z mojej miejscowości, ukończyłam w mieście niewiele większym od moich Raczyc. W drugiej klasie z powodu reorganizacji oświatowej w gminie jako jedyna z wioski zostałam w poprzedniej szkole, bo miałam tam możliwość kontynuacji nauki angielskiego na poziomie rozszerzonym. I o ile ta perspektywa rysowała się wspaniale, o tyle już pierwszego dnia w drugiej klasie gimnazjum już tak wspaniale nie było. Szybko zaczęłam być wyśmiewana. Bo przecież nie pochodziłam z miasta i byłam gorsza. Powodem do drwin był też mój wzrost, styl ubierania, a nawet to, że jeszcze się nie malowałam. Doszło do tego, że przed każdym wyjściem do szkoły bolał mnie brzuch i często aż do powrotu do domu nic nie jadłam. Był to też czas w moim życiu, kiedy bardzo schudłam, czas, w którym pomogły mi dopiero wizyty u psychologa i… pisanie książki, dzięki czemu sama sobie też przeprowadziłam terapię.

Widzieć więcej

Zawsze potrafiłam zauważyć więcej niż inni. Jadąc samochodem jako pasażerka nie potrafię czytać książki lub tylko korzystać z telefonu, bo lubię obserwować, co dzieje się na ulicach. Przyglądam się też ludziom w tramwajach, przysłuchuję się ich rozmowom i zastanawiam, czym się zajmują i dokąd jadą. Fascynują mnie ludzkie historie, a odkąd zaczęłam pracę jako dziennikarka, często powtarzam, że moją pasją są ludzie z pasją.

Dlatego też nie trudno było mi wymyślić rodzinę, której członkowie stali się głównymi bohaterami mojej książki. Właściwie wymyśliłam ją na dużo wcześniej zanim zaczęłam pisać powieść i po prostu „chodziłam” sobie z Szarotkami. Opisywać ich losy zaczęłam dopiero w gimnazjum. Zaczęłam tworzyć świat, w którym nikt się ze mnie nie śmiał i który był tylko mój. Pisałam też tylko dla siebie, nikomu o tym nie mówiąc. Dzięki temu nie wiedziałam, czy piszę dobrze czy piszę źle, nikt mnie chwalił i nikt nie krytykował. Zdarzało się też, że robiłam sobie kilkumiesięczne przerwy od pisania, bo stwierdzałam, że to bez sensu. Mimo to po dwóch latach postawiłam ostatnią kropkę i postanowiłam wysłać moją książkę do kilku wydawnictw. Jakież było moje zdziwienie, kiedy już po dwóch dniach odezwało się jedno z nich.

Co czują rodzice, kiedy dowiadują się nagle, że ich dziecko napisało książkę?

Wtedy zaprosiłam rodziców przed laptopa, otwarłam maila od wydawnictwa i poprosiłam, by przeczytali. Tak bardzo zdziwionych ich jeszcze nie widziałam. Moja mama na pytanie, co czuje odpowiedziała: „Jestem przerażona!”, a mój tata w końcu dowiedział się, co pisałam wieczorami, kiedy tak często powtarzał: „Kurde, Karolina, przestań już stukać w tę klawiaturę”.

Z czasem odezwały się do mnie jeszcze dwa wydawnictwa. Okazało się jednak, że ze względu na wiele zawiłości w umowach (które sprawdzała mi moja kuzynka będąca radcą prawnym) oraz kolosalne sumy do zapłaty za proces wydawniczy, nie byłam w stanie wydać tej książki.

„Nigdy nie wydasz tej książki”

To słowa, które towarzyszyły mi niemal przez rok. Miałam książkę, zainteresowane nią wydawnictwa, ale nie mogłam jej wydać, bo nie było mnie na nią stać (o różnych modelach wydawniczych dowiedziałam się dopiero później). Nadal też nikomu poza rodzicami i kuzynką nie powiedziałam, że napisałam powieść.

Dopiero 1 listopada 2014 roku wracając z cmentarza od mojej babci (której nie miałam okazji nawet poznać), spotkaliśmy znajomych moich rodziców. Pytali co u mnie. Od słowa do słowa i okazało się, że chodzę do tego samego liceum, co dziewczyna z ich rodziny, która „z jakimś ostrowskim wydawnictwem” wydała tomik swojej poezji. Gdy tylko wróciłam do domu, wykorzystałam swoje umiejętności śledcze i znalazłam! Było to wydawnictwo Republika Ostrowska. Od razu wysłałam więc do niego maila z moją książką.

Odpowiedź na maila przyszła dość szybko. Właściciele wydawnictwa zaproponowali spotkanie. Z czasem okazało się, że ich oferta jest bardzo korzystna i… machina ruszyła!

Proces wydawniczy „Arbuza!” trwał prawie rok. Napiszę o nim jeszcze oddzielny wpis. Tymczasem zdradzę, że była to dla mnie wspaniała lekcja i dzięki niemu oraz podejściu pani Małgosi i pana Tomka dużo się nauczyłam.

Nie ma przypadków

W styczniu 2015 roku rozpoczęłam też zbiórkę na wydanie mojej książki na portalu crowdfundingowym wspieramkulture.pl. Dopiero wtedy o „Arbuzie” dowiedziała się moja rodzina i znajomi, którzy swoimi wpłatami bardzo mi pomogli. Dzięki nim już na początku października tego samego roku, mając siedemnaście lat, mogłam trzymać w rękach swoje marzenie i… nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. To uczucie, którego nie zapomnę do końca życia.

Nigdy nie zapomnę też, jak trudna była organizacja premiery mojej książki, podczas której bardzo pomogło mi wydawnictwo i moje liceum. Duży problem był chociażby z terminem tego wydarzenia. Ostatecznie odbyło się 6 listopada – w rocznicę ślubu mojej drugiej babci i dziadka, który zmarł nagle w lutym tego samego roku. Może to dziwne, ale wierzę, że miał przy tym swój udział.

Jednak jeszcze przed premierą odbyło się moje pierwsze spotkanie autorskie w gimnazjum. I również nie jestem w stanie opisać tego, co czułam, kiedy stanęłam sama na środku sali gimnastycznej, opowiadałam o swojej książce i w końcu mogłam udowodnić, że ludzie pochodzący ze wsi nie są gorsi, że ja nie jestem gorsza. A słowa: nieważne skąd pochodzisz, ważne, dokąd idziesz, towarzyszą mi aż do dziś.

Jeden komentarz do “Najbardziej osobista historia na tym blogu. Dlaczego napisałam pierwszą książkę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.