„Usłyszeć ciszę” – jak powstała moja najtrudniejsza książka

Mówi się, że wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono. I właśnie tak mogę też powiedzieć o pisaniu mojej trzeciej książki, bo tego, że uda mi się ją tak szybko napisać, nie spodziewałam się nawet ja.

Ale może zacznijmy od początku… Bo tak naprawdę nigdy nie chciałam pisać żadnych kontynuacji. Nawet kiedy już skończyłam „Pachniesz imbirem”, to uznałam historię Zośki i Maksa za zamkniętą, mimo że epilog wcale na to nie wskazuje. W takim razie jakim cudem powstaje właśnie moja pierwsza trylogia? Sama sobie zadaję do pytanie.

Uznać, uwolnić, uzdrowić

Kto czytał „Pachniesz imbirem”, ten doskonale wie, że jego główna bohaterka – Zośka – na skutek przeróżnych wydarzeń bardzo skomplikowała sobie życie. I podobnie było też u mnie, ale na szczęście nie aż tak zawile. O tym, jak zaczęłam terapię, pisałam już tutaj. I właśnie w jej trakcie postanowiłam, że przydałaby się nie tylko mi, ale też Zośce. W „Usłyszeć ciszę” wysłałam ją więc do psychologa. A przy okazji po raz kolejny siebie, bo większość z tego, z czym mierzy się na terapii moja bohaterka, przepracowywałam też ja. Dlatego też dziś mogę powiedzieć, że ta książka jest dla mnie najtrudniejszym tekstem, jaki napisałam. Było mnóstwo łez i bólu, i momenty, kiedy z hukiem zamykałam laptopa, bo tak trudno było mi pisać. A wszystko po to, by pewne fakty uznać, uwolnić i uzdrowić. I mam wielką nadzieję, że „Usłyszeć ciszę” pomoże w tym chociaż jednej osobie. Ale wiem też, że nie każdy zrozumie tę książkę. I zupełnie się temu nie dziwię, bo jeszcze rok temu ja też byłabym w gronie tych osób.

Pół roku

Kiedy już zdecydowałam, że powstanie kontynuacja „Pachniesz imbirem”, to uparcie twierdziłam też, że napiszę ją szybciej niż za dwa lata, a na pewno nie za sześć, jak to już w moim przypadku bywało. Tak naprawdę pisać zaczęłam więc we wrześniu i nie zapomnę, jak wrzuciłam na Instastory zdjęcie z informacją, że druga część już powstaje, a mój znajomy odpowiedział: „Do zobaczenia za dwa lata”. Borze szumiący, jak to mnie zmotywowało! Bo już tak mam, że uwielbiam coś komuś udowadniać. No i co ty na to, mądralo?

W międzyczasie pojawiło się też wiele wiadomości, od osób, które już przeczytały „Imbir”, że nie mogą doczekać się kontynuacji. Ja też nie mogłam, ale w międzyczasie musiałam jeszcze napisać trzy rozdziały pracy magisterskiej, zaliczyć przedostatni semestr na studiach i pracować. W związku z tym znów pisałam głównie w nocy albo wcześnie rano przed pracą. Bo tak bardzo mi zależało (i wciąż zależy), żeby skończyć i wydać tę książkę. Jeśli więc wszystko się uda, to będziecie mogli ją przeczytać już w czerwcu.

Tak, wiem, okulary mi się na zdjęciu przekrzywiły. Ale to z wrażenia. 😉

Skąd ty masz tyle pomysłów?

Ta książka jest trochę dłuższa niż „Imbir”. Nie omieszkałam podzielić się tą wiadomością z moją przyjaciółką, w związku z czym usłyszałam pytanie: „Skąd ty masz tyle pomysłów?”. No i jakby to powiedzieć… sama nie wiem! Bo oprócz tego, że Zośka pójdzie na terapię, to o „Usłyszeć ciszę” nie wiedziałam nic. Siadałam więc przed laptopem, otwierałam Worda i jakoś się pisało. Nie potrafię wytłumaczyć, jak to się dzieje, ale dosłownie Maks sam wychodził do kina, Zośka na spacer z psem, a mysz sama wpadła do mieszkania, czemu poświęciłam rozdział, przy którym ubawiłam się do łez. Nie mam pojęcia, skąd to się bierze, bo nawet jeśli ktoś na minutę przed rozpoczęciem pisania zapytałby mnie, o czym będę pisać, to powiedziałabym, że nie wiem. Niektórzy nazywają to talentem. I jeśli rzeczywiście tak jest, to niech zawsze przy mnie ten talent będzie!

Coś wam powiem

Czasami sama zastanawiam się, dlaczego piszę. Bo na przykład w obliczu trwającej wojny i tego, że niektórzy walczą o obronę swojej ojczyzny, moje pisanie wydaje się niczym. W obliczu tego, że ktoś ratuje ludzkie życie albo chociażby produkuje rzeczy codziennego użytku – to pisanie też jest bez sensu. A później sobie tłumaczę, że właśnie dzięki temu, że piszę, ten ktoś może oderwać się od swojej codzienności, czasami się uśmiechnąć, a czasami czegoś dowiedzieć. Piszę więc dla Was, bo mam Wam coś do powiedzenia. Podobnie jest z tym wpisem. A teraz chciałabym powiedzieć (a właściwie to napisać!) jeszcze coś. Moja czwarta książka będzie miała tytuł „Przydarzyło nam się życie”. I marzę o tym, żeby ukazała się w grudniu. To kto mi teraz odpowie, że nie dam rady, żebym mogła mu udowodnić, że się myli?

***

>>> Kliknij i zamów „Pachniesz imbirem”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.